Minister zdrowia, Ewa Kopacz proponuje uznanie cesarki na życzenie za błąd w sztuce lekarskiej i nalega, by zabiegi takie były wykonywane jedynie w wypadku wyraźnych wskazań medycznych. Według raportu Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego cesarskie cięcia to w tej chwili już około 30% wszystkich porodów w naszym kraju a ich liczba stale rośnie.
Zarówno PTG jak i Pani minister podnoszą larum, argumentując, że zabieg taki nie jest obojętny dla zdrowia kobiety a przed pochopnym podejmowaniem decyzji o cesarce przestrzega nawet Światowa Organizacja Zdrowia. Z drugiej strony, cesarskie cięcie jest w wielu wypadkach bezpieczniejszą dla dziecka metodą przyjścia na świat a jego szersze stosowanie zmniejszyło ilość wielu niebezpiecznych praktyk związanych z porodem, jak choćby porodów kleszczowych czy próżniowych.
Cesarka na życzenie jest faktycznie, zabiegiem inwazyjnym a rekonwalescencja po porodzie tego typu trwa znacznie dłużej niż po porodzie siłami natury. Czy jednak matki, które - w obawie o kondycję swojego dziecka lub po prostu ze strachu przed bólem (przypomnijmy, że znieczulenie zewnątrzporodowe nie zostało wpisane na listę świadczeń refundowanych przez NFZ!) nie mają prawo wybrać tej formy porodu?
Jak zwykle, na pytania tego typu trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Takiej odpowiedzi próbuje jednak udzielić ustawodawca, uznając cesarkę na życzenie za błąd w sztuce lekarskiej. Czy takie postawienie sprawy nie sprawi, że lekarze, w obawie przed uznaniem ich postępowania za niewłaściwe, będą unikali przeprowadzenia cesarskiego cięcia nawet w uzasadnionych przypadkach?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz